# 1
śnił mi się koniec świata.
apokaliptyczny spektakl za ursynowskim oknem z żaluzjami.
niebo zmieniało kolor, ostrość i fakturę jakby ktoś bawił się suwakami w photoshopie.
usiłowałam się przekonać, że to tylko mój wzrok szwankuje.
ktoś zadzwonił do drzwi.
- lepiej być teraz razem – powiedział tata mijając mnie w korytarzu i poszedł do kuchni wstawić wodę na herbatę.
- Tato, widziałam Ziemię, jak się rozpada…
oparłam czoło o zimną szybę. Jezu, daj nam jeszcze chwilę. boję się. cholernie.
- nie módl się. wszyscy to teraz robią. a On już nie słucha.
# 2
to był jakiś amerykański hotel.
beżowe wykładziny i beżowe ściany w przestronnym holu.
- mamy apartament – powiedziała moja jaśniejąca siostra i zniknęła za białymi drzwiami.
kiedy uchyliły się też dla mnie, zobaczyłam przestronne pomieszczenie z ogromnym łóżkiem, zestawem wypoczynkowym z czekoladowej skóry i wielkim telewizorem, w którym leciał jakiś idiotyczny talk show. siostry nie było, a ja nie wiedziałam dlaczego tu jestem, ani co ze sobą zrobić. to jakaś słodka pomyłka. pokręciłam się po pokoju, zajrzałam do łazienki. duża grafitowa przestrzeń ze stalowym wyposażeniem. pomyślałam, że wezmę kąpiel. kiedy zamknęłam za sobą drzwi i odkręciłam wodę, usłyszałam dobiegające z pokoju głosy. uchyliłam więc drzwi i zobaczyłam gromadkę osób odsuwających fotele i kanapę, żeby zrobić na środku pokoju miejsce. byli bardzo zaaferowani i podekscytowani. rozmawiali bardzo głośno. próbowałam coś do nich powiedzieć, ale nie reagowali. byłam oburzona i zniecierpliwiona. weszłam do pokoju i stanęłam pod ścianą czekając, aż mnie zauważą i raczą wytłumaczyć, co robią w moim pokoju. tymczasem drzwi na korytarz pozostawały otwarte i schodziło się coraz więcej osób. ustawiali się w kręgu. podeszłam bliżej i dostrzegłam, że w centrum, na miękkiej beżowej wykładzinie leży dziewczynka. miała zamknięte oczy i nie poruszała się. wyciągnęli nad nią ręce i śpiewali bardzo głośno, kołysali się, krzyczeli. inni chodzili wokół kręgu mamrocząc coś. trwało to jakąś chwile, gdy nagle ktoś złapał dziewczynkę za ręce i pomógł jej wstać. uśmiechała się. ludzie płakali, gratulowali sobie i przytulali się. dziewczynka zniknęła gdzieś w tłumie. krąg błyskawicznie rozbił się na kilka małych grupek. wszyscy prowadzili ożywione rozmowy. było jak na bankiecie. popijali coś z papierowych kubeczków. czułam złość i nienawiść do nich. podeszło do mnie kilka ubranych na czarno kobiet.
- wspaniale, że ją wskrzesił prawda? jak Ci się podobało? musisz być zadowolona?
poczułam potworny ciężar na klatce piersiowej.
- nie no, świetnie. świetnie, że robicie takie rzeczy… naprawdę… dobrze, że są tacy ludzie. tacy bezinteresowni… tylko…
pochyliły głowy i zajrzały mi badawczo w oczy. poczułam się źle z własnymi myślami.
- tylko… ja nie chce zabrzmieć jak hipokrytka i materialistka teraz, ale… dlaczego tutaj? tzn… bo to jest mój pokój, moja siostra za niego zapłaciła, chyba… i ja… nie wiem, jakie tu są zasady, ale ja chciałam wziąć kąpiel po prostu… ja musze zaraz wyjść… przepraszam… ja wiem, że to może nie jest dobre podejście, ale…
widziałam ich rosnące rozczarowanie.
poczułam się zupełnie niczym i bardzo sobą. jednocześnie.
telewizor dalej grał, a woda szumiała w łazience.