“Fizyk spaceruje wzdłuż plaży i widzi pięcio-, może sześcioletnie dziecko, które usiłuje puszczać kaczki. Każdy kamień podskakuje tylko raz czy dwa razy. Fizyk, dorosły, przypomina sobie, że w dzieciństwie wodził prym w tej zabawie. Pokazuje dziecku, jak to się robi. Rzuca kamienie, jeden po drugim, pokazując jak powinno się je trzymać, pod jakim kątem i jak wysoko nad powierzchnią wody rzucać. Wszystkie kamienie rzucane przez dorosłego podskakują wielokrotnie, siedem, osiem, nawet dziesięć razy.

“Tak” – mówi na to dziecko – “podskakują wiele razy. Ale nie o to mi chodziło. Robią na wodzie okrągłe koła, a ja chcę robić koła kwadratowe.”

Wiemy o tym zdarzeniu, ponieważ fizyk Piet Hein opowiedział je podczas odwiedzin Einstenowi, wtedy już staremu; i ponieważ Einsten na tę opowieść młodego przyjaciela zareagował w nieoczekiwany sposób: “Przekaż temu dziecku moje wyrazy uznania i powiedz mu, żeby się nie przejmowało, jeśli kamienie nie robią na wodzie kwadratowych kół. Ważne, żeby pomyśleć myśl.”

E. Barba

lato pisania i słodkich krętactw.

brak akcji + motywacji = piękny rym na ce, jot i i.

półtorej godziny zatrzymane w oknie – tzw. szybonos

mam.

… żeś się mną zawczasu nie zajął.

bo ludzi wrażliwych trzeba asekurować, bo lubią robić sobie numery.

a wzbudzanie poczucia winy, to moja ukryta zdolność numer siedem.

przekręcę się dla Ciebie.

donde hay

mi oreja para murmurar?

# 1

śnił mi się koniec świata.

apokaliptyczny spektakl za ursynowskim oknem z żaluzjami.

niebo zmieniało kolor, ostrość i fakturę jakby ktoś bawił się suwakami w photoshopie.

usiłowałam się przekonać, że to tylko mój wzrok szwankuje.

ktoś zadzwonił do drzwi.

- lepiej być teraz razem – powiedział tata mijając mnie w korytarzu i poszedł do kuchni wstawić wodę na herbatę.

- Tato, widziałam Ziemię, jak się rozpada…

oparłam czoło o zimną szybę. Jezu, daj nam jeszcze chwilę. boję się. cholernie.

- nie módl się. wszyscy to teraz robią. a On już nie słucha.

# 2

to był jakiś amerykański hotel.

beżowe wykładziny i beżowe ściany w przestronnym holu.

- mamy apartament – powiedziała moja jaśniejąca siostra i zniknęła za białymi drzwiami.

kiedy uchyliły się też dla mnie, zobaczyłam przestronne pomieszczenie z ogromnym łóżkiem, zestawem wypoczynkowym z czekoladowej skóry i wielkim telewizorem, w którym leciał jakiś idiotyczny talk show. siostry nie było, a ja nie wiedziałam dlaczego tu jestem, ani co ze sobą zrobić. to jakaś słodka pomyłka. pokręciłam się po pokoju, zajrzałam do łazienki. duża grafitowa przestrzeń ze stalowym wyposażeniem. pomyślałam, że wezmę kąpiel. kiedy zamknęłam za sobą drzwi i odkręciłam wodę, usłyszałam dobiegające z pokoju głosy. uchyliłam więc drzwi i zobaczyłam gromadkę osób odsuwających fotele i kanapę, żeby zrobić na środku pokoju miejsce. byli bardzo zaaferowani i podekscytowani. rozmawiali bardzo głośno. próbowałam coś do nich powiedzieć, ale nie reagowali. byłam oburzona i zniecierpliwiona. weszłam do pokoju i stanęłam pod ścianą czekając, aż mnie zauważą i raczą wytłumaczyć, co robią w moim pokoju. tymczasem drzwi na korytarz pozostawały otwarte i schodziło się coraz więcej osób. ustawiali się w kręgu. podeszłam bliżej i dostrzegłam, że w centrum, na miękkiej beżowej wykładzinie leży dziewczynka. miała zamknięte oczy i nie poruszała się. wyciągnęli nad nią ręce i śpiewali bardzo głośno, kołysali się, krzyczeli. inni chodzili wokół kręgu mamrocząc coś. trwało to jakąś chwile, gdy nagle ktoś złapał dziewczynkę za ręce i pomógł jej wstać. uśmiechała się. ludzie płakali, gratulowali sobie i przytulali się. dziewczynka zniknęła gdzieś w tłumie. krąg błyskawicznie rozbił się na kilka małych grupek. wszyscy prowadzili ożywione rozmowy. było jak na bankiecie. popijali coś z papierowych kubeczków. czułam złość i nienawiść do nich. podeszło do mnie kilka ubranych na czarno kobiet.

- wspaniale, że ją wskrzesił prawda? jak Ci się podobało? musisz być zadowolona?

poczułam potworny ciężar na klatce piersiowej.

- nie no, świetnie. świetnie, że robicie takie rzeczy… naprawdę… dobrze, że są tacy ludzie. tacy bezinteresowni… tylko…

pochyliły głowy i zajrzały mi badawczo w oczy. poczułam się źle z własnymi myślami.

- tylko… ja nie chce zabrzmieć jak hipokrytka i materialistka teraz, ale… dlaczego tutaj? tzn… bo to jest mój pokój, moja siostra za niego zapłaciła, chyba… i ja… nie wiem, jakie tu są zasady, ale ja chciałam wziąć kąpiel po prostu… ja musze zaraz wyjść… przepraszam… ja wiem, że to może nie jest dobre podejście, ale…

widziałam ich rosnące rozczarowanie.

poczułam się zupełnie niczym i bardzo sobą. jednocześnie.

telewizor dalej grał, a woda szumiała w łazience.

Π

Kafka

mi się dziś w piersi tłucze.

“Nasz świat jest podzielony pomiędzy dobro i zło, duchowość i pragmatyzm. Świat w którym żyjemy, został ukształtowany według praw materialnych. Podobnie człowiek uformował swoje społeczeństwo na wzór martwej materii. Zastosował do siebie prawa przyrody nieożywionej. Dlatego nie wierzy w Ducha i wypiera się Boga. Żyje tylko chlebem.

W jaki sposób może dostrzec Ducha, Cud, Boga, skoro jego zdaniem elementy te w niczym twórczo nie uczestniczą? Są niepotrzebne i człowiek ich po prostu nie zauważa. Jednak w fizyce, w której nie ma rzeczy niepotrzebnych, a władze sprawuje czysta empiria, co pewien czas zdarzają się cuda. Jak wiadomo, zdecydowana większość wybitnych współczesnych fizyków wierzy w Boga. Rozmawiałem niegdyś na ten temat z nieżyjącym już radzieckim fizykiem, laureatem Nagrody Nobla, Lwem Landauem:

Zdarzyło się to na Krymie, na kamienistej plaży.

Ja: – Jak pan sądzi, czy Bóg istnieje?

(Trzyminutowe milczenie)

Landau (patrząc na mnie bezradnie): – Myślę, że tak.”

Tarkowski

Wierze w Boga, bo czuje okrutną ciemność tuż za plecami.

Boje się, pomyśleć, że jestem z nią sama.

I ciągle tęsknie do Światła.

zimo.gif