kilka lat był ten sen. zapamiętam na długo. jest noc. po ciemku, idę korytarzem naszego mieszkania. cicho. zapalam światło w łazience. w bladym świetle nierozgrzanej żarówki widzę siebie. w wannie moje ciało. bezwładne opuszczone poza brzegi ręce. odchylona głowa. i cisza. a więc tu jesteś… podciągam rękawy i wkładam ręce do wody wsuwając mu je pod ramiona. za chwilę będę dotykiem. i dotyku się spodziewam. uwięziona po dwóch stronach. i kocham to ciało, zimne i mokre. przytulam, cucę, znów ze sobą połączyć próbuję, płaczę, gdy go nie czuję. i kocham tę postać wyrwaną ze snu, żywą i ciepłą, która dźwiga mnie, obejmuje, potrząsa i wierzy. jesteśmy razem na brzegu, ściśnięte i zawieszone. trwamy. tak sobie bliskie i znane, tak strasznie kochające i kochane, stęsknione i nieme.

Dodaj komentarz
RSS dla komentarzy tego wpisu