Czasem trochę się brzydzę tego, co tu jest. Czasem siebie się brzydzę takiej. A czasem zupełnie odwrotnej siebie się brzydzę i to nawet częściej takiej jak tamtej. Ogólnie poczucie wartości buduję na dostosowaniu do wymogów otoczenia i społeczeństwa klasy A, jak i B. Niestety nie wszystkim gustom da się dogodzić, stąd ma konsternacja. Zapytana dziś przez Anię, o upragnioną przeze mnie moc nadnaturalną, bez wahania wyrzuciłam z siebie zdolność do bycia niewidzialnym. Potem przez 5 minut kontemplowałam wszystkie sytuacje towarzyskie, w których mogłabym uczestniczyć jednocześnie bezkarnie w nich nie uczestnicząc, a co ciekawsze ulatniając się w najmniej (najbardziej!) odpowiednich momentach nie ponosząc żadnych tego konsekwencji. Tydzień temu czułam się gotowa porzucić życie doczesne w kraju blisko zachodnim, w którym się urodziłam, na rzecz uduchowionej wegetacji na mandżurskich stepach. Dziś nie jestem pewna czy moje życie nieszczęśliwie nie obrało się samoistnie z pragnień miliona nastolatków do bycia w świecie bardziej niż bardzo i bardziej jak reszta. Zastanawiam się czy ten gruboziarnisty peeling woli jaki przeszłam jest wynikiem rozwoju czy raczej atrofii i tendencji do wycofywania się ze świata, życia, relacji i wszystkiego z czego wycofać się można. Nie jest to sytuacja wygodna, gdyż zmusza do nieustannego kwestionowania pewnych życiowych elementów, które niektórzy szczęśliwcy uważać mogą za stałe i budować na nich swoją radosną tożsamość. Codzienne podważyć trzeba wszelkie decyzje, relacje i stany, które możliwe są do zmienienia i zastanowić się, czy aby nie nadszedł czas się z nich wycofać. Czasem wręcz budzę się z odruchem zwrotnym (owszem, w dwojakim znaczeniu tego słowa) na myśl o czymś i dopiero wieczorem rozwieram zaciśnięte w walce szczęki i podejmuję strategiczną decyzję: na razie zostajemy. Każdego dnia przetacza się przez moją głowę dwa miliony wizji mojego życia, łącznie z tymi po utracie pulsu + średnio 10 godzin dyskusji świętego z ateistą + przepychanki rozumu i czucia + cytaty i ploty + pieśni religijne i gówna reklamowe + czyjeś buty i moje blizny wewnętrzne – wszystko posypane lukrem, pudrem i popiołem. I Ty przychodzisz, żeby mnie zrozumieć. Mnie, która budzi się o 9.05 ateistką a o 02.18 zasypia na podłodze modląc się. No, proszę Cię.

No comments yet
RSS dla komentarzy tego wpisu